O autorze
Sylwia – przez przyjaciółkę nazywana cyberbaba, przez dzieci Musia, o sobie mówi: neurologopeda z powołania, robi w życiu to co chciała, pomaga innym, dzieli się doświadczeniami płynącymi z wychowania dwóch chłopców, w tym starszego z autyzmem. Nie zwariowała ;) kocha swoje życie, choć bywa różnie, wyznaje motto, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny.
Basia – terapeutka wczesnego wspomagania rozwoju, od kilku lat zatrudniona w organizacji pozarządowej, przede wszystkim zajmuje się terapią dzieci z autyzmem i Zespołem Aspergera. Od swoich podopiecznych uczy się oryginalnego patrzenia na świat, podziwia ich sposób ujmowania rzeczywistości. W życiu prywatnym – mama niespełna rocznego urwisa.

O wyjątkowości wyjątków słów kilka

Kiedy jesteśmy z dzieckiem w domu, zazwyczaj łatwo wchodzą nam w krew pewne nawyki, według których funkcjonujemy, w końcu w każdym poradniku dla młodych rodziców znajdziemy radę, iż rutyna jest potrzebna dziecku.

I tak faktycznie jest – karmienie o odpowiednich porach, drzemki, kąpiel, pora nocnego snu, spacery… Tak jest znacznie łatwej, i my i dziecko nabieramy jasności co do przebiegu dnia. A co z urlopami? Świętami?



U nas pewnym nawykiem stało się nieużywanie technologii do wychowania naszego dziecka (już o tym pisałam…) – da się wytrzymać bez telewizji, smartfonów zamiast grzechotki i tabletów zamiast układanek… O pewnych kosztach tego założenia już pisałam – największym kosztem jest to, że dziecko ciągle oczekuje nowych zabaw, więc w łazience układamy domino, przy jedzeniu czytamy o przygodach Jagody i Janka, a w czasie wolnym bawimy się klockami, autami, w „chowanego” itp. Brzmi miło – niestety, są naprawdę czarne strony tej opcji – mój syn oczekuje uwagi od momentu kiedy wstaje, aż do zaśnięcia – mama myje włosy…, jak to możliwe ? – to ja się wykąpię w bidecie, wtedy się mną zainteresuje…

Tata rozpala w kominku, o nie nie nie… Założymy się, że zwróci na mnie uwagę?, w końcu zawsze reaguję, gdy grzebię przy gniazdku (niestety zabezpieczenia mają zbyt prostą obsługę, a mama akurat zapomniała położyć za wysoko - dla mnie, kluczyka do jakże ciekawego kółka w kontakcie)… Znacznie prościej jest dać smartfona, przynajmniej by się czymś zajął, bo nawet po kilku minutach samodzielnej zabawy klockami, potrzebuje interwencji rodziców, bo ludzik nie chce się zmieścić tam, gdzie zaplanował mój szkrab…

Wyjątkowości sytuacji doznaliśmy niedawno. Byliśmy zmuszeni przebywać przez kilka dni na oddziale chirurgii i urologii dziecięcej. Jakże trudno w takich warunkach utrzymać rutynę i przyzwyczajenia? Zwłaszcza, gdy mieszka się w sali z dwójką – trójką innych dzieci i ich rodziców i każdy z nich ma własny zestaw przyzwyczajeń…! Jedno przyzwyczajenie było tam wspólne – wszystkie dzieci (no może prócz noworodków) oglądały telewizję z pięknych telewizorów w kształcie jabłuszek. Wszystkie również umiały już obsłużyć telefon taty lub mamy… Pomyślałam, że albo świat zwariował, albo ja już jestem matką wariatką, bo moje dziecko, choć marzy o tym i szuka zawsze okazji ku temu, telefonu i telewizji nie dostaje. A że człowiek siedząc z dzieckiem w szpitalu ma różne pomysły i myśli, by się trochę ratować, to i my postanowiliśmy pokazać naszemu synowi piosenkę o żyrafie na pewnym muzycznym kanale, podczas pobierania krwi, badań i „na uśmierzenie” bólu.

Ot i głupi człowiek – od razu przypomniała mi się zasada – złe nawyki wchodzą w życie już po trzech dniach! I nasz syn szybko zaczął domagać się piosenki o „fafie”, patrząc na nas wielkimi oczami… A oglądając teledysk jego twarz miała hipnotyczny wyraz… Przeraziliśmy się. O nie! Sytuacja sytuacją, ale są pewne zasady, których się nie łamie.
I tylko syn biedak – bo już wie jakie fajne funkcje ma taty telefon, ale nie może z nich skorzystać!

Przyglądnijcie się Waszym dzieciom, oglądającym przesuwające się z prędkością światła obrazy, w Waszych telefonach i telewizorach. Czy ten widok jest wart chwili świętego spokoju? Ja nabrałam pewności - NIE JEST!!!! Ja zwyczajnie nie mogę patrzeć jak moje dziecko traci kontakt z rzeczywistością. Tak więc dalej układam klocki, biegam, czytam i rysuję…

Zasada dotycząca utrzymania rutyny w miejscach wyjątkowych (nie w domu): wprowadzaj pewne udogodnienia, zmieniaj środowisko dziecku, ucząc go w ten sposób elastyczności, ale zachowaj najważniejsze dla Was zasady, które nie naruszają poczucia bezpieczeństwa Waszego dziecka. Jeśli jest przyzwyczajone np. do drzemki o określonych porach, to choćby miało spać w wózku na plaży, niech śpi i czuje się komfortowo… :-)
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...