O autorze
Jestem terapeutką dzieci z autyzmem oraz wczesnego wspomagania rozwoju, pedagogiem specjalny, ale co najważniejsze mamą synka. Prywatnie - wesoła, otwarta, uparta, dążąca do celu, ucząca się odpuszczać sobie każdego dnia choć trochę, uwielbiam czytać i dowiadywać się nowych rzeczy, staram się zachwycać każdym dniem, codzienne pytam się "co dobrego dziś mnie czeka" i niech tak już pozostanie...

"nie będę myśleć dziś i na jutro to zostawię..."

własny zbiór
"Czy wie Pani, że zaraziła syna boleriozą w życiu płodowym?"... Te słowa jak głuchy dzwon od tygodnia odbijają się od moich uszu...

"co jest silniejsze
niż serce człowieka
które bez końca pęka
a wciąż żyje".... podarowane od serca, zapadło w serce wprost...

Długo zajęło mi poukładanie sobie roli matki, kobiety pracującej i kobiety samej w sobie. Pokonałam wszechogarniające zmęczenie, przekonałam się, że ani emocje, ani lęki we mnie nie robią krzywdy, pogodziłam się z myślą, że mam Hashimoto, a co ważniejsze przepracowałam swoją złość, że choroba jest wynikiem ciąży, nauczyłam się, żyć w rytm swojego ciała, wyczytałam, że zarówno ja, jak i mocno wymagający syn jesteśmy wysoce wrażliwi, zastosowałam metodę Self-Reg w domu, odpuściłam sobie niemożliwe, pozwoliłam na słabości i błędy i stałam się spokojna..., zwyczajnie szczęśliwa... I świat po raz kolejny wywrócił się do góry nogami... Być może to nie przez ciążę mam chorą tarczycę, a w dodatku w życiu płodowym przekazałam synowi nie tylko zestaw genów, ale i straszną chorobę... A być może jego nadwrażliwość, nadaktywność i drażliwość to wcale nie wynik temperamentu...?

Jadąc na biorezonans myślałam, że ewentualnie powalczymy z jakimiś pasożytami i tyle... Kiedy usłyszałam słowo "bolerioza" wcale mnie nie poraziło, zmroziła mnie wiadomość, że przekazałam ją synowi... Zawsze w jakiś zaklęty i zawiły sposób łączyło nas wiele, jakby spoza relacji syn - matka, ale że łączy nas coś tak potwornego, nigdy się nie spodziewałam...
Z racji zawodu i własnej choroby jestem maniaczką zdrowego stylu życia - brak telefonu i tableta w rękach syna, wybrane bajki tylko na weekend (telewizor w tygodniu obrasta kurzem), brak sklepowych słodyczy i domowe jedzenie, dużo ruchu i sportu, terapia odruchów posturalnych i dynamicznych, konie, basen, probiotyki, naturalne olejki z wysokim filtrem UV, naturalne kosmetyki i produkty do czyszczenia domu.... Lista jest długa... I? Fiasko na samym początku...

Biorezonans?

Wierzyć czy nie, oto jest pytanie...?Nie znam odpowiedzi, ale postanowiłam spróbować... Wiem, jedno - już dawno przestałam ufać medycynie konwencjonalnej, która marnie radziła sobie z pomocą w naszych chorobach, zwłaszcza autoimunologicznych...

Pema Chodron w książce "nigdy nie jest za późno" przekonuje, że należy czerpać siłę z przeciwności losu. Trudne!? Ale nie niemożliwe... Uśmiecham się do siebie, dziwnie wypełniona spokojem... Może to cisza przed burzą, a może w końcu nauczyłam się, że nie należy "iść pod wiatr, gdy wieje w dobrą stronę, nie chcę biec do gwiazd, niech gwiazdy biegną do mnie, nie chcę chwytać dnia, gdy w ręku mam tygodnie ..."
Czas rozliczy wszystko...
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...